Napisane przez: motikiri | Luty 12, 2010

“Marina” Carlos Ruiz Zafon

To książka dla wszystkich – zaczytałam się w niej ja, zaczytuje się moja babcia. Fani poprzednich książek Zafona, jakie ukazały się w Polsce – “Cienia wiatru” i “Gry anioła” zapewne polubią i Marinę.

Choć niewątpliwie książka nieco odbiega od poprzednich. Przede wszystkim jest krótsza (prawie o połowę), nie nawiązuje fabuła do cmentarza zapomnianych książek. A jednak stylem przypomina pozostałe utwory Zafona. Barcelona jest tu równie mroczna i tajemnicza a przy tym jakaś melancholijna.

Historia opowiedziana przez narratora, który jednocześnie jest jej głównym bohaterem, ma własciwie dwie warstwy. Pierwsza to przerażająca przygoda gimnazjalisty Oskara i jego nowowpoznanej koleżanki, przyjaciółki, dziewczyny? – Mariny. Przygoda, która nawiązuje do strasznej i okrutnej historii sprzed kilkudziesięciu lat – historii MIchala Kolevnika, tajemniczego przybysza z Pragi. Tajemniczego i, jak się okazuje, przerażającego.

Druga warstwa to opis pożegnania ze światem nieuleczalnie chorej dziewczyny. Jej próba uporania się z widmem nadchodzącej śmierci, niedoskonałości własnego ciała – tak wyraźnie połączona z obsesją Kolevnika, który postanowił oszukać śmierć, prowadząc swoje potworne eksperymenty.

Sam autor w Prologu mówi: W trakcie pisania wszystko w opowiadanej przeze mnie historii stawało się jednym wielkim pożegnaniem, a kiedy już ja kończyłem, narastało we mnie wrażenie, że coś bardzo mojego, coś, czego do dziś nie potrafię nazwać, ale czego mi ciągle brakuje, zostało tam na zawsze. Piętnaście lat później nawiedziło mnie wspomnienie tamtego dnia.. Zobaczyłem chłopca bładzacego pośród mgieł dworca Francia i imię Marina zabolało znowu jak swieża rana. Wszyscy skrywamy w najgłębszych zakamarkach duszy jakiś sekret. A oto moja tajemnica.

Trudno powiedzieć, że ksiązka zachwyca. Treść raczej przeraża. Choć ten niesamowity klimat, rodem z horrorów o Frankensteinie, połaczony z niepowtarzalną atmosferą Barcelony Zafona sprawia, że książkę czyta się z zapartym tchem…


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.