Napisane przez: motikiri | Luty 4, 2010

o połowę więcej?

Byłam w kinie. Widziałam film. Film w kolorze, z muzyką. Ale tak, jakbym widziała go już wcześniej…

Kiedy Fellini kręcił swój film w latach sześdziesiątych był to obraz niewątpliwie monumentalny, doceniany. Nowatorski w tym, że metatekstowy. Bo tak nazwać można film traktujący o… robieniu filmu. Komentatorzy, historycy filmu i filmoznawcy sa zgodni co do tego, ze tematem “Osiem i pół” Felliniego jest niemoc twórcza artysty. Często dzieło to odczytywane jest w kontekście biografii reżysera, który wtedy był już cenionym twórcą (jego wcześniejsze “Dolce vita” z niecodziennym spojrzeniem na czasy wojny zostało wczesniej docenione). A więc artysta zagubiony w sławie, popularności, z oczekiwaniami wobec samego siebie przerastającymi go. Do tego uwikłany w szereg trudnych relacji z otaczającymi go kobietami i, co we Włoszech początków drugiej połowy XX wieku nie mogło nie ujść uwadze publiczności, trudne relacje z kościołem.

W roku 2010 na ekrany kin wszedł film “Dziewięć”, szeroko komentowany, zapowiadany jako najbardziej oczekiwana premiera.

Reżyseria R. Marshalla – specjalisty od hollywoodzkich musicali oraz doborowa obsada: Judi Dench, Kate Hudson, Nicol Kidman i wreszcze Penelope Cruz, z której powodu wiele osób zdecydowało się obejrzeć film, licząc na tak samo fascynującą kreację, jaką oglądać mogliśmy w “Vicky, Christina, Barcelona”. Zresztą najwięcej emocji przysporzyły filmowi doniesienia, jakoby dawne nieprzyjaciółki – Nicol i Penelope, swego czasu rywalizujące o wzgledy Toma Cruisa, stały się n planie tego filmu najlepszymi koleżankami.

W ogólnym rozrachunku film jednak rozczarowuje. Przede wszystkim tym, że nie zostało pokazane właściwie nic nowego. Te same problemy, te same sceny, ba… nawet podobieństwo aktorów odtwarzających główne role. Film nie zaskakuje. I nie ratuje go nawet fakt zmiany gatunkowej – jako musical film staje się jeszcze bardziej zawiły. Choć niewątpliwie ścieżka dźwiękowa zdaje się ratować cały obraz przed totalną klęską. Słusznie zresztą piosenka filmu “Take it all” została nominowana do Oscara w kategorii najlepsza muzyka (film dostał też nominację w kategorii kostiumy i scenografia, moim zdaniem słusznie).

 .

Choć mnie stanowczo bardziej podobała się pisenka “Be Italian”:

i towarzyszący jej taniec Saraghiny, kobiety, która była przyczyną pierwszych erotycznych doświadczeń (wzrokowych) bardzo młodego wtedy głównego bohatera. Scena ta, moim zdaniem jest jedną z najlepszych w całym filmie – pasjonująca, poruszająca, wyzwalająca emocje…

Rozczarowuje Penelope Cruz. Może nawet nie samą swoją sztuką aktorską, która nie jest zła, na zwykłym poziomie aktorki. Ale fakt tego, co miała zagrać jest irytujący. Przez większa część swoich kwestii Penelope wije się miedzy dwoma linami, gładzi po udach odzianych w kabaretki, ewentualnie wykonuje inne bardziej lub mniej (raczej bardziej) erotyczne ruchy. A jedynynym momentem, w którym mogliśmy podziwiać jej kunszt aktorski jest scena próby samobójczej…

Jak na film tak szeroko komentowany w calej znanej mi prasie kobiecej – zdecydowane rozczarowanie. Choć nad kupnem ścieżki dźwiękowej warto się zastanowić. A jesli ktoś ma ochotę na ucztę kinomana polecam raczej pierwowzór.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.