Poprzedni tydzień upłynął pod znakiem spotkań. Z różnych okazji, z różnymi ludźmi i na różne tematy. Ale jedno je łączyło – wszystkie niosły ze sobą coś specjalnego, przeżycia, które dały do myślenia…
Niedziela – ARAY TAKEBAYEVA
Z Aray umówiona byłam na wywiad. Na AE. Pojechałam sama, choć plan był taki, aby pojechać z koleżanką. Pierwszy wywiad w moim życiu (nie licząc tych na zadanie domowe jeszcze w podstawówce). Aray była na praktyce w ramach organizacji AIESEC. Pracowała w jakiejś firmie, gdzie odpowiadała za kontakty z krajami byłego ZSRR. Prywatnie osoba bardzo miła, ciepła. Zaprosiła nas do swojego mieszkania, gdzie oprócz niej była jeszcze dziewczyna z Rosji i chłopak z Ukrainy. Aray opowiadała o tym, co było dla niej w Polsce najtrudniejsze i o tym, co najmilej wspomina. Po skończonej “oficjalnej” cześci rozgorzałą dyskusja między wszystkimi obecnymi. Od słowa do słowa okazało się, ze Aray jest muzułmanką, ze podczas całego trzymiesięcznego pobytu szukała kontaktu z Centrum Islamu, z tutejszymi muzułmankami. Dopiero na dwa dni przed jej wylotem los chciał, ze spotkała mnie. Trudno opisac, jaka była szczęśliwa… Niestety na święto do meczetu nie dotarła. Ale zapraszała do siebie, do Kazachstanu. No i ciągle mamy kontakt mailowy i na facebooku. Insh’Allah kiedyś będzie nam dane się spotkać…
Poniedziałek – Eid al-Adha – Layla i jej kolezanki z Czeczeni
W poniedziałek było święto. Z tej okazji odbyła się tradycyjna świąteczna modlitwa w meczecie a potem mały poczęstunek, herbatka i pogaduchy. Wśród innych dziewczyn (których poglądy czasem mnie przerażały) na spotkanie dotarły też Czeczenki, na co dzień mieszkające w ośrodku dla uchodźców. Starają się o azyl. Opowiadały o tym, co dzieje się w ich kraju, jak wygląda tam życie. O tym, jak straciły męża, siostrę i jej męża. Córka jednej z nich nazywa się Jannah (raj), bo jej tata został zabity, gdy mała miała dwa miesiące. Przerażające. A jeszcze bardziej przerażające było to, ze opowiadały z takim spokojem, tak jakby to było normalne, codzienne… Takie jest – dla nich, dla nas niewyobrażalne… A ten ich spokój, ciepły uśmiech i brak jakichkolwiek pretensji do ludzi, do Boga był pouczający…
Wtorek – konkurs o dialogu międzykulturowym w Rybniku
Na zaproszenie harcerskiej koleżanki pojechałam do Rybnika. Miałam być członkiem jury w międzypowiatowym konkursie o dialogu międzykulturowym (ja bym to nazwała dialogiem miedzyreligijnym raczej, bo sprawdzana była wiedza o różnych religiach). Jako, że występowałam jako przedstawicielka osób wyznających islam założyłam pełen hijab (i nawet nie czułam się nieswojo!). Uczestnikami konkursu byli gimnazjaliści i muszę przyznać, że poziom ich wiedzy był imponujący. Bardziej jednak cieszy fakt, ze dzieciaki chciały w czymś takim brać udział. I co więcej dokładnie zrozumiały ideę. Bo nie chodziło o to, zeby wyryś na pamięć prawdy wiary róznych wyznań, ale żeby udowodnić, że tak naprawe wszyscy mogą żyć obok siebie w pokoju. I udało im się, czego przykładem były prezentacje stworzone przez uczestników, w ramach jednego z zadań konkursowych… Respect.
Środa – nietypowa komenda
W środę odbyliśmy nietypową komendę hufca. Nietypową, bo bez komendnatki. Za to z zaproszonymi (w trakcie trwania komendy) gośćmi. I to dało nam możliwość rzeczowej dyskusji. I wypracowania pewnych konkretów. Kiedy wyszłam – pierwszy raz od dawna miałam wrażenie, ze to spotkanie miało sens. Mimo, że skończyliśmy ok. 21.30 (jak nie później!) to nie miałam poczucia straconego czasu i nie byłam tym wszystkim zmęczona. Dostałam kopa do działania. I oby ten zapał nie wygasł…
Czwartek – spotkanie KK o Afryce
W czwartek, mimo iż nie miałam zajęć, pojechałam na uczelnię. Koło Kulturoznawców organizowało spotkanie poświęcone tematyce afrykańskiej. Jako prelegentka wystąpiła studentka UŚ, któa w ramach zbierania materiałów do pracy magisterskiej spędziła 10 miesięcy w Zambii. Pokazywał zdjęcia i snuła swoją opowieść. O epidemii AIDS, o tym, jak wygląda codzienność AFrykańczyków i ich sposób myślenia. O swoich doświadczeniach, uczuciach, problemach. Fascynujące i poruszające jednocześnie. Bo nagle okazało się, jak bardzo AFryka potrzebuje naszej pomocy. Ale mądrej pomocy. I jak często jest tej pomocy pozbawiana, bo środki, które mogłyby uratować kilka tysięcy żyć ludzkich na Czarnym Lądzie idą na zbrojenia, a w rezultacie pomagają w unicestwianiu jeszcze wiekszej ilości żyć. Spotkania afrykańskie mają być kontynuowane, więc wszystkich Ślązaków zapraszam…
Piątek – spotkanie opłatkowe kadry chorągwi
Po raz pierwszy w nim uczestniczyłam I muszę przyznać, ze było naprawe bardzo przyjemnie… Najpierw pojechaliśmy do teatru na sztukę Jekyll & Hyde. Hmmm… ciekawe przedstawienie. Być może nie poruszające, za to niektórym mogłoby wydawać się nowatorskie i odważne. Niewątpliwie niezapomniene. Potem była kolacja z rybą, kapustą z grochę lub grzybami i ciasto. W międzyczasie budowaliśmy szopki, wpominaliśmy największe tegoroczne przedsięwzięcia naszej chorągwi i otrzymaliśmy prezenty – kalendarze (pewnie chodziło o przypomnienie zasady,że każda ednostka zorganizowana ma plan działania
). Mieliśmy okazje poznać się bliżej, podyskutowac na tematy harcerskie i nie, a przede wszystkim spędzić miło czas. Ja poza tym dowiedziałam się, ze jestem w zespole wychowania duchowego. I usłyszałam bardzo wiele miłych słów od kapelana (sic!). Spać poszliśmy wcześnie rano – koło czwartej…
Sobota – maraton pisania listów, Festiwal Wolnych Ludzi
Pojechałam tam w sprawach “zawodowych”. Niewyspana, ale ciekawa. Pewnie gdyby nie fakt, ze muszę napisac artykuł, nigdy bym tam nie dotarła. A tak… obejrzałam filmy i zdjęcia z dwóch zupełnie nierealnych zdawałoby się wypraw – do Tybetu i do Sudanu. Uczestniczyłamw spotkaniu z podróżnikami. Rozmawiałam z ludźmi, którzy przyszli na imprezę, poświęcająć swój czas, aby napisać kilka listów w srawie obrony praw człowieka. Sama napisałam chyba 5. I… warto było. Wczoraj Amnesty International podała, że w tym roku w ramach maratonu Polacy napisali 70.000 listów. Jeśli pomogą one uwolnić choć jedną osobę spośród niesłusznie zatrzymanych to będzie to duży sukces nas wszystkich. Wyszłam stamtąd z mocnym postanowieniem – będę wysyłać listy w ramach pilnych akcji Amnesty…